Skąd ta wojna z samochodem?

13_NOM_Utrudnienia_905x520_V2

W szalonym dążeniu do egalitaryzmu (neo)marksiści nie cofną się przed żadnym absurdem. Najbardziej nawet obłąkańczą ideę przekują w obowiązujące prawo i z żelazną konsekwencją będą egzekwować jego przestrzeganie.

Komuniści twierdzili, że chcą pomagać biednym. Był to jednak tylko pretekst do pognębienia bogatszych, klasy średniej i każdego, kto nie był pozbawionym kultury proletariuszem.

W obecnych czasach władze wielu miast deklarują chęć wyrugowania z nich samochodów, jako że mają one być źródłem zanieczyszczenia, powodować śmiertelne wypadki i zatłoczenie ulic. Ale to tylko pretekst. Prawdziwy cel jest zupełnie inny.

Wystarczy przejechać kawałek drogi w kilku różnych krajach, a wszędzie zobaczymy to samo. Coraz więcej ulic z ruchem dozwolonym jedynie dla pojazdów rozmaitych służb, coraz mniej miejsc do parkowania – a jeśli już wolno gdzieś zaparkować, możliwość taka jest droższa (a w wielu miejscach da się zatrzymać tylko na dwie albo trzy godziny). Mandaty za przekroczenie prędkości (ograniczanej do tak absurdalnego stopnia, że dziecko na rowerze porusza się szybciej), za pozostawienie auta w coraz liczniejszych strefach z zakazem parkowania czy za łamanie rozmaitych innych, mnożących się przepisów ruchu drogowego są absurdalnie wysokie. Na wielu ulicach i mostach, które miały dwa pasy ruchu po każdej stronie, jeden został wyłączony – po to, by od czasu do czasu mogły przejechać dwa-trzy rowery. Wszystkie te mechanizmy zamiast rozwiązać istniejące problemy, co było celem ich wdrożenia, jedynie je pogłębiają.

Dochodzą do tego utopijne postulaty wymiany wszystkich pojazdów spalinowych na elektryczne, całkowitego wyłączenia z ruchu aut prywatnych czy powszechnego poruszania się pieszo albo na rowerze w miejscach, gdzie klimat zdecydowanie nie sprzyja takim formom przemieszczania się.

Co stoi za tą wojną z motoryzacją? Czy samochody nie są nam potrzebne? Czy nie lepiej zimą szybko dowieźć chore dziecko do szpitala samochodem, niż czekać na autobus, który może w ogóle nie przyjechać?

Problem z samochodami polega na tym, że są one źródłem nierówności. Dzięki nim łatwo pokazać, ile się ma pieniędzy. Styl ubierania się czy noszenie biżuterii jako sposób akcentowania statusu już się przeżył – auto jednak wciąż pozostaje wyznacznikiem poziomu zamożności.

A wszelka różnica poziomu to grzech główny w lewackim katechizmie.

Valdis Grinsteins

Artykuł ukazał się w 102. numerze dwumiesięcznika „Polonia Christiana”.

 

egalitaryzm, elektryczne pojazdy, ideologia, mandaty, motoryzacja, nierówności społeczne, ograniczenia prędkości, polityka miejska, prawa kierowców, rowery, ruch miejski, samochody, transport publiczny, zakazy parkowania, zanieczyszczenie

Twoje auto nie wjedzie do „strefy”?
Nowe przepisy uderzą w Ciebie, Twoich bliskich lub firmę?

Napisz do nas – pomagamy osobom poszkodowanym szkodliwymi przepisami:

Wesprzyj naszą działalność

Ruch Społeczny „Nie Oddamy Miasta” chce normalności, sprzeciwia się łamaniu praw obywatelskich, niszczeniu wolności działalności gospodarczej i rozpadowi więzi społecznych.

Nasza działalność jest możliwa tylko dzięki darczyńcom.

Każdy datek wpłacany na rzecz Ruchu przeznaczamy na: 

  • kampanię informacyjną w przestrzeni internetowej, ujawniającą faktyczne regulacje i drastyczne skutki ich wprowadzenia w zakresie tzw. stref czystego transportu; 
  • wydruk i kolportaż wśród mieszkańców największych polskich miast ulotek informujących o zagrożeniach wynikających z tzw. stref czystego transportu;
  • działania edukujące i mobilizujące opinię publiczną (spotkania, konferencje, raporty, artykuły i nagrania wideo) na rzecz obrony podstawowych wolności i praw obywatelskich, szczególnie wobec zagrożeń wynikających z realizacji Agendy 2030 i implementacji zasad „zrównoważonego rozwoju”.

Wypełnij formularz:

Zapraszamy na fanpage akcji:

Koordynator kampanii Nie Oddamy Miasta: